Nastał ranek. Wszystko budziło się do życia, za oknem ćwierkały
ptaki, po drzewach hasały wiewiórki, a do pokoju pewnych dwóch Gryfonek zaczęły
wpadać promienie słońca, które obudziły jedną z nich. Hermiona otworzyła oczy i
podniosła się na łóżku do pozycji siedzącej. "To już jutro"
pomyślała, jutro był dzień powrotu do Hogwartu, jej trzeciego domu. Jednym z
nich był jej własny, w którym mieszkała z rodzicami, drugim była Nora, gdzie
czuła się jak członek rodziny. Lecz to, że w Hogwarcie spędzała najwięcej czasu
sprawiło, że już dawno zaczęła go traktować, jako swój. Lubiła tam przebywać ba,
nawet kochała. Byli tam jej wszyscy przyjaciele, wiele ludzi, a ona lubiła
czuć, że zawsze ma kogoś przy sobie. Podeszła do okna i rozsunęła zasłonki,
które krępowały promienie słoneczne. Zauważyła na drzewie siedzącego
ciemnobrązowego kota o zielonych oczach, wydał jej się on dziwnie piękny.
- Jesteś śliczny, mam nadzieję, że ten dzień też taki
będzie. - powiedziała szeptem w stronę zwierzaka, tak cicho by nie obudzić
przyjaciółki.
Na jej słowa
Brązuś - bo tak go nazwała w myślach - miauknął i zaczął przechadzać się po
gałęzi.
- Czas się ogarnąć - powiedziała pod nosem, sama do siebie.
Dzisiaj miała w
planach wyglądać olśniewająco, sama nie wiedziała czemu, po prostu dziś chciała
wyglądać inaczej. Otworzyła szafę i po dłuższej chwili namysłu wyjęła z niej
krótkie cieniowane szorty, luźną białą koszulkę, a do tego białe trampki i
weszła do łazienki, gdzie zmieniła strój i zaczęła rozczesywać włosy,
postanowiła, że dzisiaj je wyprostuje i zostawi rozpuszczone. Na twarz nałożyła
trochę podkładu, lecz tak by wyglądało naturalnie, na powiekach pojawiły się
równe kreski zrobione czarną kredką, a na ustach różany błyszczyk. Po
zakończeniu czynności upiększających przejrzała się w lustrze i zobaczyła w
nim, dziewczynę o brązowych włosach sięgających prawie to talii, figurze,
której może pozazdrościć nie jedna dziewczyna i ślicznych oczach podkreślonych
lekkim makijażem. Z zadowoloną miną wyszła z łazienki i zaczęła ścielić łóżko,
w tym momencie budzić zaczęła się jej ruda przyjaciółka, która spojrzała na nią
z otwartą buzią i oczami, które wyglądały jakby miały wyjść za moment z orbit.
- Wyglądasz.. wyglądasz łaaaał. - zdołała z siebie wydukać
- Haha, oj Ginn dziękuję cieszę się, że ci sie podoba.
- Podoba? Jest idealnie, pięknie.. Chłopakom opadną
szczęki. - wyszczerzyła się Ruda
- Nie przesadzaj, idę na dół zjeść śniadanie. Ubieraj się i
też zaraz zejdź. - mówiąc to Miona była już w drzwiach
Szybko zbiegła po
schodach i wpadła do kuchni, gdzie siedzieli już bliźniacy i Harry, gdy ją
zobaczyli mięli podobne miny do Ginny.
- Ślicznie wyglądasz. - równocześnie wyrwało się Rudzielcom
- Serio - dopowiedział Harry
Mionka na te słowa
tylko się uśmiechnęła i zaczęła szykować sobie śniadanie. Z szafki wyjęła miskę
i płatki czekoladowe, które zalała zimnym mlekiem i usiadła przy stole koło
chłopaków w celu zjedzenia posiłku. Zorientowała się, że znów brak w mieszkaniu
dwóch osób a mianowicie rodziców wszystkich rudzielców.
- Gdzie wasi rodzice? - zapytała patrząc na bliźniaków
- Są zabiegani, bo jutro jedziemy do Hogwartu, a oni nadal
nie wiedzą, gdzie jest..
Fredowi niedane
było skończyć zdanie, bo w tym momencie w pomieszczeniu z głośnym trzaskiem
pojawił się nie, kto inny jak szanowny Ronald Weasley, który zmierzył
wszystkich wzrokiem, lekko skinął na przywitanie głowa i chciał bez słowa udać
się do - jak przypuszczała Herma - swojego pokoju na piętrze.
- No ty chyba sobie żartujesz! - krzyknął Harry
- O co ci chodzi? - odpowiedział widocznie oburzony jego
słowami Rudy
- Znikasz bez słowa, bez żadnych wyjaśnień i nagle jak
gdyby nigdy nic znów się pojawiasz i nawet nie stać cie na głupie
"cześć"?!
- Nie mamy o czym rozmawiać! Przyszedłem tylko po swoje
rzeczy i już mnie nie ma, skoro moja obecność Ci przeszkadza.
- Jak śmiesz?! - tym razem wybuchła Gryfonka
Nagle usłyszeli
kroki dochodzące ze schodów, na dół biegła Ginn najwyraźniej zaniepokojona
krzykami. Gdy zobaczyła, kto się tak wydzierał stanęła jak wryta, zmrużyła oczy
by upewnić się, że to na pewno jej starszy brat i nie myśląc długo podbiegła do
niego i spoliczkowała. Zdumiony Ron złapał się za bolący policzek i patrzył na
siostrę morderczym spojrzeniem.
- Ty, ty, ty DUPKU! Wiesz co mama przeżywała?! Wiesz jak
się martwiła razem z ojcem! A wiesz co przeżywała Miona albo my?! Zdajesz sobie
z tego sprawę ty egoisto. - od krzyku zaczynało boleć ja gardło, a słów brakować,
nie wiedziała jak może jeszcze opisać głupotę brata
- Co, wy nie macie mi nic do powiedzenia, moi BRACIA? - Ron
przy wymawianiu ostatniego słowa uśmiechnął się z pogardą
- Bierz rzeczy i znikaj. - powiedzieli równocześnie
- Hermiono, tęskniłem za Tobą. Nie złość się na mnie. Ich
złość zniosę, ale Twojej nie. - mówiąc to był juz opanowany, smutek bił z jego
głosu.
- Nie mamy o czym rozmawiać, sam tak mówiłeś. Napisz,
chociaż list do swojej Matki, my jej go przekażemy chyba, że chcesz na nią
zaczekać. - Gryfonka miała łzy w oczach, przytuliła się do Georga i już nie
spojrzała na "przyjaciela"
- A więc tego chcecie? Dobrze, nie będę czekał. Myślałem,
że sie przyjaźnimy się, ale jak widzę wybrałaś mojego brata. - powiedział i
zniknął na górze.
Pięć minut później
był już na dole ze swoim kufrem, w ręku trzymał list, podał go Harry'emu i
deportował się w nadal nikomu nieznane miejsce. Gdy trzask towarzyszący
teleportacji ucichł, drzwi Nory otworzyły się, a w nich stanęli Państwo
Weasley. Na ich twarzach gościł uśmiech do chwili, gdy zobaczyli resztę
domowników. Zapłakaną Mionę, pocieszającego ją George'a i jeszcze trójkę
wściekłych nastolatków.
- Co się stało? - zapytała Molly
- Ron tu był, właśnie się deportował. Mamy Pani dać ten
list - Harry wyciągnął rękę z kopertą.
- Ale jak to był? I co? Nie zaczekał? Nie wyjaśnił? - Mama
rudzielców miała w oczach łzy.
- Przyszedł tylko po swoje rzeczy. Przeczytaj list może w
nim coś wyjaśnił. - odpowiedziała Ginn
Nic mi nie jest. Czuję się
świetnie. Jutro jadę do Durmstrangu. Wrócę na święta, jeśli moi kochani
przyjaciele nie będą mięli nic przeciwko. Sowę wyślę raz w miesiącu.
Ron
- Co za dupek! - wykrzyczała Ruda dziewczyna
- Dobrze, juz spokój. Postanowił, jest dorosły. Da sobie radę. Nie
ma się co zadręczać, jutro wracacie do szkoły. Głowy do góry. - po raz pierwszy
dziś głos zabrał Artur - George zabierz Hermionę na górę niech się uspokoi.
- Już idziemy. - z nadal przytuloną do boku Mioną weszli na górę
do jego pokoju.
Dziewczyna rzadko tu bywała,
była tu góra trzy razy. Bliźniacy zabraniali tu wstępu to była ich
kryjówka.
- Jak się czujesz, piękna? - zapytał bliźniak
- Juz lepiej, ale jaka ja teraz piękna - powiedziała uśmiechając
się przez łzy, bo właśnie w lustrze zobaczyła swoje odbicie
- Dla mnie zawsze jesteś piękna.
- Dziękuję, jesteś słodki. Nie wiedziałam, że umiesz prawić takie
komplementy.
- Wielu rzeczy o mnie nie wiesz, ale może będziemy mięli okazję to
nadrobić.
- Jak?
- Jeszcze się przekonasz. - powiedział to i pocałował ją w czoło.
Dziewczyna, poczuła się
bezpieczna. Smutek zniknął, zastąpiło go uczucie ciepła bijące od ciała
George'a, który teraz wtulał twarz w jej włosy. W takiej pozycji zastał ich
Fred, którego mina momentalnie się zmieniła i przybrała odcień czerwieni,
wściekłej czerwieni.
- Khym, nie przeszkadzam wam? - powiedział ze zdenerwowaniem
- Co się stało bracie?
- Zejdźcie na dół, siedzicie tu dobre trzy godziny. Obiad czeka.
- Co? Trzy godziny? Ale jak to możliwe - zdziwiona Gryfonka
poderwała się z miejsca - Dziękuję Georgi - szepnęła mu do ucha i dała buziaka
w policzek.
Wychodząc minęła Freda, któremu
posłała jeden ze swoich najcieplejszych uśmiechów, a on - czego się nie
spodziewała - odwzajemnił go z taką samą szczerością i ciepłem. Zeszła na dół,
a na stole oczywiście czekało na nią pełno smakołyków. Wszyscy zasiedli do
stołu i skonsumowali ogromne porcje jedzenia. Po posiłku przenieśli się do
salonu, gdzie każdy zajął się czymś innym. Miona czytała książkę, Pani Weasley
robiła coś na drutach, Artur czytał gazetę, Ginn i Harry siedzieli przytuleni i
patrzyli w kominek. Najdziwniej zachowywali sie bliźniacy, dziś jak nigdy, nie
robili niczego razem. Usiedli w dwóch różnych kątach i po prostu siedzieli, nie
patrząc nawet na siebie. Było to nietypowane zachowanie, lecz Miona uznała, że
każdy ma dzień, kiedy musi odpocząć od osoby, którą ciągle ma przy sobie. Zaczęło
się ściemniać, więc domownicy zaczęli rozchodzić się do swoich pokoi, brać
prysznice i kłaść się do łóżek, przecież jutro czekała ich podróż.
Gryfonka miała bardzo dziwny
sen.
Była w Miodowym Królestwie, nie była sama.
Był z nią chłopak o ciemnych włosach i niezwykle pięknych oczach, miał mocne
rysy twarzy a kości policzkowe wyglądały jak wyrzeźbione przez artystę.
Rozmawiali i śmiali się jak starzy przyjaciele, nie zwracając uwagi na to co
dzieje się wokół nich. Cieszyli się swoja obecnością.
Po przebudzeniu dziewczyna nie mogła skojarzyć twarzy chłopaka, nigdy
nie widziała go w Hogwarcie ani w swojej mugolskiej dzielnicy.
- Hej, Miona. Wstawaj czas się zbierać! - obudził ją głos
przyjaciółki
- Hę? Co? Za ile pociąg? - odpowiedziała jeszcze zaspana
- Za 1,5 godziny, więc zbieraj się.
- Tak już wstaję.
Mówiąc to zebrała
się z łóżka i poszła do łazienki, ubrała sie w przygotowane wczoraj ubrania.
Były to szorty nieco dłuższe niż wczoraj i jednokolorowe, bokserka i trampki.
Włosy związała w koński ogon a twarz jedynie lekko przypudrowała i pociągnęła
rzęsy tuszem. Zeszła na dół na śniadanie, które przygotowała Molly, jak zwykle śniadanie
pożegnalne było najlepsze. Wszyscy zjedli i nadszedł czas wyjazdu na dworzec.
Droga zleciała niesamowicie szybko. Rodzice rudzielców uznali, że wszyscy są na
tyle duzi, że dadzą sobie radę sami. Pożegnanie trwało około 15 minut Molly jak
zwykle się popłakała, prawiła kazania bliźniakom i życzyła powodzenia reszcie,
Artur jedynie uściskał wszystkich i życzył niesamowitego roku. Gryfoni ruszyli
w stronę peronu 9 i ¾, po przejściu przez barierkę zobaczyli masę uczniów
wsiadających do Expresu Hogwart, więc i oni postanowili znaleźć wolny
przedział. Po drodze spotkali wiele znajomych twarzy. Lecz tylko jedna przykuła
uwagę Miony. Zatrzymała się w połowie kroku i przyglądała jej się jak zaklęta,
gorączkowo rozmyślając skąd ją zna. Nagle ją olśniło. Te rysy, te kości
policzkowe, ciemne włosy. Najpierw sądziła, że umysł płata jej figle, lecz to
działo się naprawdę. Twarz, której się przyglądała należała do chłopaka o
idealnie zbudowanym ciele, chłopaka, którego już dziś widziała. „To on był w
moim śnie, to z nim rozmawiałam i się śmiałam. Tylko jak to możliwe? Dlaczego
on i kim on jest?” . Te myśli towarzyszyły dziewczynie aż do czasu, gdy weszła
do przedziału a pociąg ruszył.
_______________________________
Nie wiem czy pisać dalej, wydaje mi się, że nikt tego nie czyta i przez to brak mi motywacji. ;c



Ja wciąż czytam, więc nie przerywaj pisania, bo idzie Ci coraz lepiej. ;) Mogę się przyczepić tylko do przecinków, których brakuje i jednym (bodajże dwóm) powtórzeniom. Jest to znaczna poprawa. ;D Zauważyłam, że w opowiadaniu scharakteryzowałaś Rona, podobnie do Percy'ego, wykreowanego w J.K. Rowling. Nie wiem czy było to zamierzone, czy nie, ale cieszę się, że nie będzie Weasleya w tej historii, bo nigdy go nie lubiłam.
OdpowiedzUsuńŻyczę dużo weny i czekam na NN. ;D
Fioletoowa
Czytam rozdział kilka razy przed dodaniem i staram się wyłapać wszystkie powtórzenia i braki, ale nie zawsze mi się to udaje ;D Co do Rona, nie było to moim zamiarem, nawet nie pomyślałam o podobieństwie między nimi ale rzeczywiście masz rację ;D
OdpowiedzUsuńTeż go nie lubię dlatego staram się go jak najbardziej usunąć z opowiadania, lecz nie wymazywać go całkowicie. Cieszę się, że opowiadanie się podoba, czytasz go chyba jako jedyna ;D
I oczywiście dziękuję za komentarz i zapraszam niedługo ;)