Piosenka na dziś : Hedley - Perfect
- Hermiono, nad czym tak myślisz?
Jesteśmy w połowie drogi a ty się jeszcze nic nie odezwałaś. - w głosie
Harry'ego słychać było, że niepokoi go zachowanie przyjaciółki
- Ah, przepraszam was. Zamyśliłam
się. - odpowiedziała uspokajająco dziewczyna
- O czym? - zapytali wszyscy
chórem
- Nie ważne, to tylko mój sen i
moja lubiąca płatać figle wyobraźnia, a więc o czym rozmawialiście jak
"odpłynęłam"? - przy ostatnim słowie zrobiła palcami cudzysłów
- Bliźniacy chcą stworzyć nową
linię "Żartów Weasley'ów" coś w stylu 'Bombonierki Lesera”, ale
lepsze. - uśmiechnęła się do niej Ginny
- A wy znowu o tym?! Może znowu
będziecie je testować na pierwszoroczniakach? - oburzyła się Miona
- Nie, na sobie. Poza tym
przecież ci tłumaczyliśmy, że oni sami chcieli, a my im jeszcze płaciliśmy! -
powiedział George
- Dobra niech wam będzie, ale nie
róbcie tego przy mnie. Wiecie, że nie lubię tych waszych wynalazków.
- Na 'Uszy Dalekiego Zasięgu' nie
narzekałaś. - rzucił w jej stronę Fred i dał jej kuksańca w bok
- Oj, to była całkiem inna
historia. No już już, nie śmiejcie się tak. - odpowiedziała widząc bliźniaków,
którzy nie mogą już powstrzymywać śmiechu - Ginn mam do ciebie sprawę,
pójdziesz się ze mną przejść? - dodała po chwili
- Jasne, już idę. - Ruda
pocałowała Harry'ego w policzek - Zaraz do ciebie wrócę - wyszeptała i wyszła
za przyjaciółką z przedziału.
Przechadzały się po korytarzach
pociągu, a Ginny patrzyła z wyczekiwaniem na przyjaciółkę. Przecież to ona
chciała z nią porozmawiać, więc dlaczego się teraz nie odzywa, zastanawiała się
ciągle Ruda. W końcu postanowiła puknąć Mionę w ramię, gdy to zrobiła
dziewczyna jakby wybudziła się z transu.
- O matko przepraszam. Znowu się
zamyśliłam. - Hemionie było wstyd
- Przestań, lepiej mów co się
dzieje, bo widzę, że coś na pewno.
- No dobrze, ostatniej nocy
miałam przedziwny sen. Śnił mi się chłopak, nigdy go nie widziałam - pokazała
Ginny ręką by jej nie przeszkadzała bo widziała, że przyjaciółka już otwiera
usta by coś powiedzieć - rozmawialiśmy ze sobą, jak starzy przyjaciele. Był..
Był przerażająco przystojny. Myślałam, że to tylko sen, że to moja wyobraźnia.
Ale.. - zatrzymała się wpół zdania
- Ale co? Miona, co?! -
dopytywała się Ruda
- Ale dzisiaj go widziałam,
rozumiesz? Widziałam go tu, w pociągu, jest czarodziejem i jedzie z nami do
Hogwartu.
- Jak to możliwe? Jesteś pewna,
że to on? Może tylko ktoś podobny? Albo po prostu wyobraźnia na prawdę płata ci
figle?
- Jestem pewna, tej twarzy nie da
się pomylić. Jest jak wyrzeźbiona i jedyna w swoim rodzaju.
- A więc dobrze, dojedziemy do
zamku i mi go pokażesz.
- Ale jak? Tylu uczniów, nie wiem
czy go znajdę.
- Jest nowy? - Hermiona w
odpowiedzi przytaknęła - a więc będzie musiał być przydzielony do któregoś z
domów, będzie musiał wyjść na podest i założyć Tiarę.
- Masz rację Kochanie, dziękuję,
że mnie wysłuchałaś. - Ciemnowłosa pocałowała przyjaciółkę w policzek i
pociągnęła ją za rękę do ich przedziału, gdzie czekali na nich ich przyjaciele.
Podróż mijała szybko, śmiali się
i dokazywali. Wszyscy nie mogli już doczekać się dojazdu do Hogwartu. Lecz
każdy miał inny powód. Harry chciał zacząć treningi Quiditcha, Ginn chciała w
końcu móc uwolnić się od braci, Bliźniacy chcieli spędzić więcej czasu z
wybranką serca a Hermiona znów spojrzeć na chłopaka ze swojego snu. Całą drogę
martwiła się o to, co oznaczał jej sen i to, że chłopak z niego tak nagle,
niespodziewanie pojawia się w jej życiu. Nie pokazywała tego by nie martwić
przyjaciół a zwłaszcza Ginn, ale po prostu się bała. Nie lubiła niespodzianek.
Zbudził ją gwizd ' a więc
dotarliśmy na miejsce ' pomyślała i zorientowała się, że nie pamięta części
drogi. Otworzyła leciutko oczy i zobaczyła, że leży na czyichś kolanach, po
spodniach i długości nóg mogła przypuszczać, że jest to Fred, chociaż nie mogła
mieć pewności. Poczuła na swoim policzku czyjąś dłoń, a potem ciepłe usta na
swoim czole i gdy przeszedł ją dreszcz, znów poczuła gładzenie. Nagle, nie
mogła zrozumieć dlaczego, rękę zabrano.
- Hej pora wstawać. - usłyszała
męski głos
Ku jej zdziwieniu głos nie
należał do Freda, a do George'a.
- Ach, już wstaję. Georgi
przepraszam, że tak zasnęłam nawet nie wiem kiedy to.. - nie dokończyła bo
bliźniak zakrył jej usta dłonią i uśmiechnął się
- Nic nie szkodzi, było całkiem
miło - wyszczerzył sie jeszcze bardziej - ale teraz musisz się przebrać i
musimy wysiadać, bo jak się nie zbierzemy stąd w ciągu 5 min to wrócimy znów na
King's Cross.
- Już się przebieram. - narzuciła
na siebie szatę szkolną i razem wyszli z Expressu Hogwart
Ruszyli w stronę wyjścia z
peronu, nikogo już nie było wszyscy zmierzali w stronę zamku, wsiedli do już
jedynego powozu i ruszyli w stronę celu dzisiejszej podróży.
- Hermiono spotkamy się dziś po
uczcie w pokoju życzeń? - zagadnął nieśmiało chłopak
- Oh, bardzo chętnie, ale nie wiem
co Ginn zaplanowała na dziś. Mogę wysłać Ci odpowiedź sową, gdy już porozmawiam
z Twoją siostrą?
- Oczywiście, młoda pewnie będzie
chciała dzisiaj nacieszyć się Harry'm w spokoju. - uśmiechnął się
- Pewnie tak. Od kiedy mówisz do
niej młoda?
- Od jakiegoś czasu, zrobiła się
bardziej hmm.. przyjazna, więc awansowała z gluta. - Rudy zaśmiał się radośnie
- W końcu! Już nie mogłam słuchać
jej narzekań na to przezwisko - Mionka również zaczęła się śmiać. Nie śmiała
się z poprzedniego przezwiska swojej przyjaciółki, śmiała się, bo śmiał się
George. Ostatnio właśnie tak na nią działał.
Wielka Sala była pięknie
przyozdobiona.. Uczniowie siedzieli już przy stołach swoich domów, nauczyciele
przy jednym wielkim stole, pośrodku nich zasiadał dyrektor Dumbledore. Brak
było jednej nauczycielki, profesor McGonagall, jej zadaniem na uczcie
powitalnej było zajęcie się pierwszakami przed przydziałem do domów. Ona była
odpowiedzialna za całą tą ceremonię. Na stołku po kolei zasiadali wyczytywani
przez nią uczniowie, na ich głowę zakładana była Tira przydziału. Hermiona i
Ginny z wyczekiwaniem patrzyły w tamtą stronę. Miona w tym tłumie nie mogła
wypatrzeć chłopaka ze snu. Rozejrzała się po sali i nagle znieruchomiała, Ginn
wychwyciła nagłą zmianę zachowania przyjaciółki i spojrzała tam gdzie ona.
Miejscem obserwacji był stół ślizgonów, siedział tam chłopak, którego jeszcze
nigdy Ruda nie widziała, przystojny, o ciemnych włosach. Zorientowała się, że
musi to być chłopak, o którym mówiła jej starsza Gryfonka. Spojrzała koło kogo
siedział, tą osobą był Blaise, Blaise Zabini, więc odwróciła wzrok, nadal pamiętała
jak podobał jej sie ów ślizgon. Szturchnęła lekko przyjaciółkę, by ta wróciła
do rzeczywistości.
- Juz teraz rozumiem i Ci wierzę.
- wyszeptała
- Czemu go nie przydzielali z
resztą? Dlaczego to akurat ślizgon?
- Nie zauważyłam na jego szacie
znaku Slytherina, może jeszcze nie wiadomo, gdzie zostanie przydzielony.
- To niemożliwe przecież.. - nie
dane było jej skończyć zdania, ponieważ Dumbek wstał ze swojego miejsca i
podszedł do mównicy. Hermiona dopiero teraz zorientowała się, że ceremonia
dobiegła końca.
- Kochani proszę o uwagę! Pragnę
przywitać wszystkich uczniów bardzo serdecznie, tych nowych, jak i tych starych
oczywiście - mówiąc to uśmiechnął się do wszystkich - witam również wszystkich
nauczycieli. W tym roku nastąpi jedna zmiana, Obrony Przed Czarną Magią znów
nauczać będzie Remus Lipin!
Gdy wykrzyczał imię i nazwisko
nauczyciela, uczniowie wszystkich domów zaczęli bić brawo i gwizdać, oczywiście
były wyjątki w domu Węża. Ludzie, którzy nie lubili nikogo poza Snape'm ale i
tak dużym postępem było to, że ktoś od nich w ogóle się ucieszył na tę nowinę.
- Dobrze, dobrze. Proszę o ciszę.
Ja również cieszę się z tego powodu. Mam dla was jeszcze jedną wiadomość, mamy
nowego ucznia, który będzie uczęszczał na lekcje razem z szóstym rokiem. Przywitajcie
Jamie'go McCinde'go, wstań drogi chłopcze. - chłopak wykonał polecenie a po
sali rozniosły się szepty i po chwili lekkie oklaski - Pewnie dziwi was,
dlaczego nie był przydzielany z resztą nowych uczniów, a więc tu mamy problem,
a mianowicie Tiara nie mogła zdecydować się, gdzie go umieścić. Sprawa zostanie
rozwiązana jutro, a dziś wasz nowy kolega zje kolację w towarzystwie ślizgonów,
ponieważ to kilku z nich już znał. A teraz życzę wam smacznego!
Na stołach pojawiły się obficie
wypełnione półmiski, były na nich dania, o których niektórym się nie śniło.
Zgromadzeni zabrali się za pałaszowanie posiłków.
- Ginn co dziś robimy? - zapytała
Herma
- Kochanie nie obraź się, ale
chciałam pobyć z Harry'm.
- Nie ma sprawy. - uśmiechnęła
się do przyjaciółki - Georgi!
- Tak Mionka? - odpowiedział jej
Rudy
- Widzimy się dziś o 20, tam
gdzie ustalaliśmy?
- Będę czekał!
- Dobrze - i posłała mu buziaka
Cały stół patrzył teraz na
Gryfonkę, a po głowach ludzi błąkały się myśli, ‘ co największa kujonka
Hogwartu może robić z jednym z największych żartownisiów'.
- Co to miało być?! - wyszeptała
jej do ucha Ruda
- Zapytał mnie dziś czy się z nim
spotkam, skoro ty masz plany to, czemu nie.
- No tak, ale czemu akurat z nim?
- Ginn, spokojnie. To
przyjaciel.
- Niech ci będzie. Teraz jedz, bo
jeszcze nic nie ruszyłaś.
- Uh masz rację jestem głodna - i
w tym momencie poczuła burczenie w brzuchu.
Była 19.30 a Ciemnowłosa Gryfonka
przeglądała swój jeszcze nierozpakowany kufer w poszukiwaniu przyzwoitego
stroju na dzisiejsze spotkanie, wybrała krótkie szorty, ciemny top i baleriny.
Weszła do łazienki przebrała się, poprawiła makijaż i przeczesała włosy.
Zegarek wskazywał 19.50, a droga na szóste piętro była długa, więc postanowiła
juz wyjść z pokoju i ruszyć. Na korytarzach było jeszcze sporo osób, część
przechadzała się po błoniach. Dzień przyjazdu do szkoły, był jedynym dniem, gdy
do pokoi trzeba była wrócić max. o 24.00. Po drodze spotkała wielu ludzi, lecz
nie miała czasu by przystanąć i z którymś z nich porozmawiać. Dotarła pod Pokój
Życzeń i dopiero teraz zdała sobie sprawę, że piętro niżej minęła się z
tajemniczym chłopakiem ze snu. Nie zwróciła na niego uwagi, ponieważ była
pochłonięta swoimi myślami jak najszybciej dotrzeć na miejsce. Uznała, że teraz
nie będzie się tym przejmowała, bo zza rogu wyłonił się jej towarzysz.
- To ja miałem na Ciebie czekać,
nie ty na mnie. Przepraszam - powiedział Rudy i cmoknął ją w czoło
- Nic się nie stało, może
wejdziemy. Ja mam wymyślić miejsce czy ty to zrobisz?
- Jeśli chcesz, zrób to ty.
- Dobrze. - Hermiona pomyślała o
miejscu, w którym chciała się znaleźć i ich oczom ukazały się drzwi.
Weszli do środka, George
wiedział, że zna to miejsce po chwili uświadomił sobie, że to wnętrze domku na
drzewie, tylko inaczej umeblowane. Zamiast foteli stała wygodna kanapa, zamiast
stołu z probówkami stał szklany stolik a na nim kwiatki, a ściany były
jaśniejsze.
- Podoba mi się ta aranżacja. -
uśmiechnął się do Gryfonki
- Tak, mi też. - odpowiedział mu
rozmarzony głos dziewczyny - Co cię zatrzymało, że się spóźniłeś?
- Pokłóciłem się trochę z Fredem,
ale to nic takiego.
- Zaraz się pogodzicie, jak to
zawsze bywa.
Długo rozmawiali, śmiali się do
łez i wygłupiali. Mionka będzie miała kilka nowych siniaków, bo tarzała się z
bliźniakiem po podłodze jak małe dzieci. Zmęczeni znów opadli a kanapę.
- Muszę ci coś powiedzieć. -
wyznał Rudy
- Co takiego? - zapytała
zaciekawiona Ciemnowłosa
- To. - Hermiona chciała już coś
powiedzieć, ale bliźniak nakrył jej usta swoimi.
Całował lekko, jakby bał się, że
dziewczyna mu ucieknie Ona na początku zdziwiona, poddała się jego słodyczy i
odwzajemniła pocałunek, który w tym momencie się nasilił. Teraz był namiętny,
ale nie tracił przy tym na delikatności, George wplótł palce swojej dłoni w jej
długie włosy, a drugą przyciągnął ją mocniej do siebie, ona gładziła jego
policzek i klatkę piersiową. Nie wiedzieli ile to trwało, wszystko byłoby
idealnie, gdyby nie to, że Gryfonka uświadomiła sobie, iż tak nie można. To
George, jej przyjaciel, brat jej przyjaciółki i przyjaciela. To ten żartowniś,
z którym lubi się wygłupiać, lubi też jego, lecz chyba nie w taki sposób jak on
ją. Dziewczyna wyrwała się z objęć chłopaka, wyszeptała ciche " to nie w
porządku" i wybiegła z Pokoju Życzeń. Po drodze znów minęła tajemniczego
chłopaka w towarzystwie Ślizgonów.
*~*
Teraz ją zauważył, przebiegła
koło niego ze łzami w oczach, unosił się za nią zapach kwiatów. Widział jak
zmierza w stronę swojego Pokoju Wspólnego. Wiedział, że skądś ją zna. Głowił
się nad tym od czasu Uczty. I teraz go olśniło, w jego głowie zahuczały słowa
"To ona". Teraz już wiedział, to ją widział, to ona nazwała go
"Brązusiem". Na to wspomnienie uśmiechnął się pod nosem i wrócił do
rozmowy z Blais’em i innymi ślizgonami.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz